Kiedy ludzie walczą o wartości, propozycja zrezygnowania z nich w zamian za pieniądze oburza – i zwiększa opór. Tak wg mnie jest w przypadku Puszczy Białowieskiej. Czy ten konflikt w ogóle da się rozwiązać?

Spór o Puszczę Białowieską to dziś jeden z ostrzejszych konfliktów w mocno skonfliktowanej Polsce.  Wbrew temu, co się wydaje na pierwszy rzut oka, nie jest to spór miedzy ekologami a rządem,  tylko między ekologami a mieszkańcami tamtych terenów. Jedni postulują zwiększenie ochrony Puszczy Białowieskiej i zachowanie jak największych jej obszarów jako lasu naturalnego (bez ingerencji człowieka),  drudzy nie chcą się na to zgodzić. Od lat różne rządy próbują ten konflikt zlikwidować (choć czasem, tak jak obecnie, znacząco go potęgują) – i nic z tego nie wychodzi.

Proponowane dotychczas rozwiązania można podzielić na dwa rodzaje:

  1. Rozwiązanie siłowe: rząd przyjmuje za własne stanowisko jednej ze stron konfliktu i forsuje je siłowo)
  2. Rozwiązanie „kompromis w zamian za pieniądze”: czyli zwiększamy ochronę puszczy (ale nie na maksymalną), w zamian za to samorządy dostają dodatkowe pieniądze na realizację potrzeb mieszkańców.

Żadne z tych rozwiązań nigdy nie zostało zaakceptowane przez obie strony – i wszystko wskazuje na to, że nigdy nie zostanie.  To nie dziwi w przypadku rozwiązań siłowych, zaskakuje natomiast w przypadku propozycji drugiego typu.

Dlaczego tak jest?

Przydatna jest tu znajomość teorii konfliktów.  Po pierwsze: każdy konflikt ma swoje różne fazy. Dopóki jest sporem dziejącym się w tle – pewna równowaga jest tolerowana jako stan zastany, i choć żadnej ze stron się ona nie podoba, żadna ze stron nie zaostrza stanowiska – konflikt się tli, ale się nie rozwija. Taki stan może trwać wiele lat. Dopiero gdy coś zakłóci równowagę – konflikt ujawnia się  w całej swojej okazałości. Dokładnie tak jest z ochroną Puszczy Białowieskiej. Od lat 90-tych spór ten popada na przemian w fazy uśpienia i w fazy ostrej walki. Dość często czynnikiem burzącym równowagę są decyzje rządu (niezależnie od tego, na rzecz której strony są podejmowane). W latach 90-tych i po roku 2000 kilkukrotnie próbowano powiększyć obszar Białowieskiego Parku Narodowego, także w zamian za pieniądze oferowane gminom. Wydawało się, że to dobry pomysł – a jednak zawsze budził sprzeciw mieszkańców.

Teraz mamy decyzję idącą w przeciwnym kierunku – Ministerstwo Środowiska zdecydowało o masowych wycinkach drzew z obszarów puszczańskich położonych poza parkiem. Natychmiast zaczęli protestować ekolodzy, tym głośniej, im intensywniej prowadzono wycinkę i lekceważono protesty.  Przypominam: nie jest to tylko konflikt ekolodzy kontra rząd – znacząca liczba mieszkańców (choć nie wszyscy) powiatu hajnowskiego, na terenie którego leży Puszcza Białowieska, popiera wycinkę. I tu jest najważniejszy element całego problemu – ministerstwo i leśnicy nie wycinają drzew wbrew mieszkańcom, tylko za ich liczną aprobatą.

Dlaczego mieszkańcy terenów puszczańskich popierają intensywną gospodarkę leśną na terenie puszczy, a stanowczo protestują przeciwko pozostawieniu lasu samego sobie i zaistnieniu w nim naturalnych procesów przyrodniczych? To fundamentalne pytanie. Właściwa, nie uproszczona odpowiedź pozwoli bowiem zrozumieć, o co naprawdę chodzi w tym konflikcie, a więc także – które propozycje rozwiązań nie przyniosą efektów.

Pierwsza odpowiedź, która się nasuwa: chodzi o pieniądze. Mieszkańcy czerpią korzyści z lasu – mają dzięki niemu drewno opałowe, owoce leśne, grzyby itd. Po wprowadzeniu zwiększonej ochrony przyrodniczej zwłaszcza pozyskanie drewna będzie niemożliwe. Popierają więc tych, którzy dają im możliwość dalszego swobodnego korzystania z puszczy.  Jeśli dostaną pieniądze, za które sobie te drewno, owoce i grzyby kupią – zgodzą się na powiększenie terenu parku narodowego.

Czy naprawdę o to chodzi?  Gdyby tak było, obietnica dodatkowych pieniędzy dla mieszkańców (na nowoczesne systemy grzewcze, kanalizację, wodociągi, inwestycje rozwojowe) załatwiłaby problem – przynajmniej w pewnym stopniu. A jednak go nie załatwia. Już kilka lat temu taką propozycję złożyło bowiem Ministerstwo Środowiska (za rządu PO-PSL) – odrzucili ją w głosowaniach radni gminni, zmobilizowani do tego właśnie przez mieszkańców.

W drugą stronę oczywiście na żaden rodzaj wycinki czy zwiększony poziom gospodarki leśnej w puszczy nie zgadzają się ekolodzy – ich priorytety określone są bardzo jednoznacznie. Wszyscy wiemy, że ekolodzy walczą, by zachować przyrodę w jak najmniej zmienionym stopniu, bo przyroda, natura – to życie.

O co walczą więc mieszkańcy, skoro nie o korzyści materialne?

Wszystko wskazuje na to, że oni również walczą o coś, co jest dla nich wyjątkową, uświęconą wręcz wartością. Bo gdy konflikt rozgrywa się na poziomie wartości, nie ma w nim miejsca na rozwiązania materialne. Gdy ludzie walczą o coś, co jest dla nich „święte” (a więc np. uświęcone długoletnią tradycją), propozycję rezygnacji z tych wartości za pieniądze uznają za skrajny dyshonor – i utwardzają jeszcze swoje stanowisko. To wnioski wynikające z wielu badań, m.in. z badań Scotta Atrana, francuskiego antropologa, nad nie byle jakimi konfliktami, bo dziejącymi się m.in. w Iraku po II wojnie w Zatoce Perskiej,  oraz w Izraelu i Palestynie. O jego badaniach ciekawie piszą Tomasz Besta i Natasza Kosakowska-Berezecka w książce „Między grupami. Przewodnik po relacjach z ludźmi, którzy się od nas różnią” (fascynująca lektura, gorąco polecam!).

Okazuje się, że gdy konflikt odbywa się na poziomie wartości, próby rozwiązania go w myśl zasady: „jedna grupa rezygnuje z części wartości, ale w ramach rekompensaty dostaje pieniądze” powodują zwiększenie oporu i zmniejszenie szans na porozumienie! A nawet powodują większą akceptację dla rozwiązań siłowych, z użyciem przemocy!

O jakie wartości biją się w takim razie mieszkańcy terenów Puszczy Białowieskiej?

Kiedy rozmawia się z tymi ludźmi, bardzo często z ogromnym rozgoryczeniem mówią o tym, że zanim minister Szyszko zalecił wycinkę drzew, w lesie drewno „gniło i się marnowało”. Chodzi o martwe drzewa, które naturalnie leżały na ziemi – i których nie można było zabrać np. na opał. Rzeczywiście, w Puszczy Białowieskiej było ich dużo. Ekolodzy wyjaśniają, że to normalny proces w każdym lesie naturalnym. Że z martwych drzew korzystają inne rośliny i zwierzęta, że dzięki takiemu drewnu powstaje cały ekosystem. Dla nich – tak. Dla mieszkańców – gnijące drewno to czyste marnotrawstwo. Wykorzystanie tego, co przynosi las,  wykorzystanie każdego kawałka drewna, każdego zwierzęcia i każdego owocu – to właśnie ich tradycja i wartość, wyuczana u każdego kolejnego pokolenia przez ojców i dziadów.  Hajnówka – największą miejscowość w tym regionie – to miasteczko, które powstało dzięki przemysłowi drzewnemu. Ludzie tutaj i we wsiach położonych w pobliżu żyli dzięki temu, co dawał las – a przecież nie byli to wówczas turyści! Las pozwalał przetrwać – dawał pracę, jedzenie, ciepło.  To są wartości uświęcone puszczańską tradycją: nie pozwól, by cokolwiek w lesie się marnowało, bądź samowystarczalny, rób wszystko, by przetrwać!

Obie strony sporu walczą więc o las – tylko inaczej go widzą. Dla ekologów fundamentalne znaczenie ma zachowanie puszczy, dla mieszkańców – zapobieganie marnotrawstwu. Bo choć dziś wielu z nich nie utrzymuje się z lasu,  wbudowane wartości nie pozwalają im patrzeć na „gnijące drewno”.

Czy taki konflikt – konflikt wartości – da się rozwiązać?

O to najtrudniej. Teoretycy konfliktu wiedzą, że gdy spór idzie o wartości, łatwiej o agresję, przemoc i nienawiść „do końca życia” niż o porozumienie. Badania Atrana dają jednak promyk nadziei: otóż najlepsze efekty w takiej sytuacji daje tzw. „wymiana tragiczna”, czyli kompromis, podczas którego obie strony rezygnują z niektórych wartości ważnych dla ich grupy. Czyli: obie strony tracą (na poziomie wartość), ale też żadna z nich nie oddaje tych wartości za pieniądze (czyli: „nie sprzedaje się”).

Wymagałoby oczywiście głębokiego namysłu – i badań – z jakich wartości są w stanie zrezygnować strony konfliktu tak, by obie uznały to za równoważne i zgodziły się na kompromis. Ten będzie zresztą możliwy wtedy, gdy konflikt wejdzie w kolejną fazę- zniechęcenia i zmęczenia, bo dopiero wtedy może dojść do przełomu. Na razie mamy etap polaryzacji stanowisk i powiększania obszarów konfliktu. Przed nami jeszcze etap destrukcji (czyli dążenia do wzajemnego zniszczenia), a dopiero potem będzie szansa na porozumienie – mądre i uwzględniające wartości. Bez tego – możemy  jeszcze latami zmagać się z problemem Puszczy Białowieskiej.

Reklamy